Udany dzień

To był udany dzień, choć miałam sporo zadań do zrealizowania. W pracy wszystko poszło, jak z płatka. Szef był zadowolony z mojej pracy, a zespół pogratulował mi świetnej prezentacji. Dostałam premię, którą mogłam przeznaczyć na upragnione wakacje:-)))premia

Pomimo tego, ze to ja najczęściej szukam możliwości zmotywowania moich podwładnych – okazuje się, że na mnie różne motywacje też działają rewelacyjnie:)) W każdym razie do domu wracałam w bardzo dobrym nastroju, choć nie dało się ukryć, że cały dzień w pracy, do tego nadgodziny dały mi się jednak we znaki. W domu zajęłam się przygotowaniem obiadu, ponieważ mąż niedługo wracał z pracy. Odwiedziła mnie mama i porozmawiałyśmy. Podzieliłam się z nią wieścią o premii i zaczęłyśmy snuć plany, gdzie mogłabym z mężem wyjechać. Gdzie najlepiej spędzić wymarzone wakacje. Tak się zagadałyśmy, że mało nie przypaliłam mięsa, które smażyłam na obiad. Na szczęście obyło się tylko na niezauważalnej spaleniźnie na dnie garnka i masie śmiechu.

Mąż wrócił szybciej. Zjedliśmy razem obiad, a mama zaprosiła nas do siebie na weekend;-) Po drodze musiałam jeszcze porozmawiać z adwokatem – http://laskowska.org.pl/, ale ostatecznie wszystko dobrze się skończyło.

Generalnie niby nic – a jednak wiele szczęścia w około. Jak człowiekowi nie wiele potrzeba – żeby dzień okazał się wspaniałym:) Cieszmy się z każdej małej rzeczy!